Byłem przekonany, że spotkanie z Robertem Kubicą przy okazji prezentacji najnowszego modelu BMW będzie wyglądało jak oglądanie Mona Lisy w paryskim Luwrze. Że taki niedostępny i chroniony. A było zupełnie odwrotnie.
Jest na drugim krańcu gwiazdorskiej skali. Tym mniej błyszczącym. Z każdym chętnym rozmawia, jakby się z nim znał dłuższy czas, choć dręczące pytania szybko potrafi zgasić. Przykład? Ktoś rzuca: dlaczego pan nie zabiega o reklamę. I szybka odpowiedĽ: moje wyniki są moją reklamą.
Kolejne: słyszałem, że zamierzał pan kupić dom w Szwajcarii?
Kubica:
Już nieaktualne. Wyliczyłem, że mieszkałbym w nim 10 dni w roku. Tyle mam pracy.
No właśnie, Kubica szybko wyliczył też, że w ciągu ostatnich 14 dni, równe siedem spędził w bolidzie. 60-70 proc. czasu na testach zespół poświęca oponom. Ale co się dziwić, skoro to właśnie opony mogą zadecydować o tegorocznym tytule mistrzowskim. Tak przynajmniej uważa nasz młody talent.
Kubica:
Jeszcze dwa miesiące temu stawiałbym na Alonso, teraz na Schumachera. A jutro? Dużo zależy od opon, dlatego poświęca im się trzy czwarte czasu. I wydaje mi się, że lepsze ma Ferrari
Czy będzie miał dobrego nosa? Jest przynajmniej jeden powód, by tak sądzić. Z innej dyscypliny. Robert Kubica, jako zapalony - ładnych parę lat temu - kibic piłki nożnej, wytypował na najlepszego piłkarza świata rozpoczynającego wówczas karierę we włoskim AC Milan Ukraińcowi Andriejowi Szewczence.
Kubica:
Śmiali się ze mnie, kiedy to mówiłem, a on przyszedł do Milanu, strzelił 46 goli w Serie A i wszyscy zamilkli.
Póki co Robert, podobnie jak wówczas nowicjusz Szewczenko, nabiera doświadczenia. Sam przyznaje, że przez ostatnie pół roku powiększył je tysiąckrotnie. W bolidzie F1 przejechał na torach 15 tys. km. Jeszcze pół roku temu było to nieco ponad 200 km. Wspomniał też o zapasie swoich możliwości. Jak je wyczuwa? Proste: wylatujesz na treningach z trasy - przeholowałeś. Jedziesz szybko i nie wypadasz - znaczy, że możesz jeszcze szybciej. A Kubica nie wypada.
Aha, i zagwarantował jeszcze jedno: przestanie się ścigać natychmiast, jeśli przestanie mu to przynosić satysfakcję.
Przypomniał też podniosły moment podpisania umowy z BMW, kiedy ktoś zapytał: czy wysoki Kubica (184 cm) zmieści się w bolidzie zbudowanym dla 170-centymetrowych kolegów?
Kubica:
Wcisnąłem się jak mogłem, bo drugiej okazji już może nie być
No właśnie, może drugiej okazji już nie będzie, więc rozmawiam z naszym młodym talentem. Okazuje się, że mimo iż całe miesiące poświęca żmudnej pracy, jest doskonale zorientowany, co się dzieje w polskich rajdach i wyścigach. Wreszcie zeszło na pospolitą motoryzację.
Gazeta Olszyńska:
Czy poza Formułą 1 i sportem samochodowym w ogóle interesujesz się motoryzacją? Śledzisz nowości?
Kubica: Nie za bardzo. Raczej nie interesuję się tym.
GO:
Ale prywatnie jeĽdzisz chyba jakimś autem?
Kubica: Jeżdżę.
GO:
Jakim?
Kubica: A zgadnij (śmiech).
GO:
Oczywiście wiem, że BMW, ale czy jakimś topowym, czysto sportowym, jakąś "M-ką", jak na zawodowca przystało?
Kubica: Zwykłym 530 z silnikiem diesla.
GO:
Masz jakieś swoje auto marzeń? Gdyby nie zobowiązania z BMW, czym byś jeĽdził?
Kubica: Czymkolwiek, naprawdę nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Powyższy wywiad skopiowany został ze stron Gazety Olszyńskiej , sierpień 2006